FRANCISZEK DEC

FRANCISZEK DEC

web developer, designer, ninja produktywności

Rowerem po wschodniej ścianie

W zeszłym roku została zakończona budowa szlaku rowerowego Green Velo. Trasa przebiega przez pięć województw tzw. ściany wschodniej (lubelskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie). Przez ostatnie dziesięć dni pedałowałem z Rzeszowa do Lublina, by poznać tak rzadko odwiedzane zakątki kraju, a oto moje krótkie podsumowanie.

Przygotowania

Przygotowania rozpoczęliśmy już 2 miesiące przed planowanym wyjazdem. Jako że jechaliśmy w sumie 7-osobową grupą, każdy otrzymał swoje zadanie. Część rezerwowała noclegi, ktoś rezerwował bilety na pociągi, ktoś planował trasę, a jeszcze ktoś inny znajdował atrakcje turystyczne po drodze.

Ogólne plany

Biorąc pod uwagę ograniczony czas, jakim dysponowaliśmy, zdecydowaliśmy się tylko na 10 dniową wyprawę. Dzienny limit kilometrów ustaliliśmy na 65 – nie za dużo, nie za mało.  Trasa tak jak wspomniałem, rozpoczęła się w Rzeszowie i przebiegała przez takie miejscowości jak Leżajsk, Biłgoraj, Zamość, Chełm, Włodawa, Sosnowica, Lubartów. Wyprawę mieliśmy zakończyć w Lublinie, a całkowity przejechany dystans miał oscylować w okolicy 500 kilometrów.

Wrażenia

Rozpoczynając jazdę w Rzeszowie, byłem pod wrażeniem rozplanowania miejskich ścieżek rowerowych. Właściwie spod samego dworca aż do wyjazdu ze stolicy Podkarpacia jechaliśmy dobrze oznakowaną czerwoną drogą. Zaraz za Rzeszowem wjechaliśmy na szlak Green Velo, którym „cieszyć” mogliśmy się tylko przez pierwsze dwa dni. Później musieliśmy zboczyć z zielonego szlaku, by bez większych przeszkód dojechać do kolejnych miejscowości.

Muszę przyznać, że przygotowanie szlaku Green Velo bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Trasy są bardzo dobrze oznakowane (co kilka kilometrów stoi znak – fot. poniżej), a dla zmęczonych rowerzystów zostały przygotowane MORy (Miejsca Obsługi Rowerzysty) przy których strudzeni sportowcy mogą odpocząć, posilić się oraz załatwić potrzebę fizjologiczną.

Na całej długości trasy korzystaliśmy z coraz lepiej działających rowerowych Map Google. W 80% korzystaliśmy z dróg utwardzonych, asfaltowanych. Oczywiście zdarzyły się małe off-road’y, ale były one bardzo rzadkie. Ogólną pracę z Mapami Google oceniam pozytywnie. Mógłbym ocenić ją jeszcze lepiej, gdyby nie fakt, że ostatniego dnia w kierunku Lublina podróżowaliśmy bardzo ruchliwą drogą krajową nr 19.

Po długich kilometrach odpoczywaliśmy w miejscowych hostelach, motelach, domach studenckich czy gospodarstwach agroturystycznych. Żeby zabezpieczyć się przed nadszarpnięciem budżetu ustaliliśmy górną granicę 50zł/os./noc.

 

Kwestie żywieniowe załatwialiśmy z reguły we własnym zakresie – ktoś jadł konserwę, ktoś banana. W niektórych miejscach noclegowych udało nam się załatwić ciepłe śniadanie (do 10 złotych/osobę). Ostatni posiłek dnia zazwyczaj spożywaliśmy w miejscowych restauracjach lub barach.

Użyty sprzęt

Jako że jestem geekiem nie mogę omieszkać wypisania sprzętu technologicznego (i nie tylko), który towarzyszył mi/nam w trakcie podróży.

Jak wspomniałem do nawigacji używaliśmy Google Maps, zainstalowanych na iPhonie 6. Bardzo często rolę drugiego telefonu nawigacyjnego pełnił Xiaomi Mi 5 mojej +1 😉 ; nim były wykonywane również zdjęcia, które macie możliwość tutaj zobaczyć. W naszym rowerowym niezbędniku znalazły się również powerbanki, scyzoryki oraz multitoole.

Ja jak i moja +1 podróżowaliśmy z sakwami rowerowymi Dry 60 polskiej firmy Crosso. Są one niesamowicie pojemne, bez większych problemów można również wyjąć z nich kurtkę bez demontowania ich z roweru. W dodatku są one w 100% nieprzemakalne, co sprawia, że nie musicie martwić się o ich zawartość podczas intensywnego deszczu.

 

Warto również dodać, że w porównaniu do sakw naszych współtowarzyszy Crosso zastosowało dużo prostszy system montażu. Podczas gdy założenie bagaży na mój rower trwało zwykle do 20 sekund (bez mocowania worka, również od w/w firmy), moi znajomi męczyli się z zapisaniem kolejnych rzepów i pasków co potrafiło zająć im dobre pare minut.

Moją osobistą rekomendację otrzymują również ubrania rowerowe z Decathlonu. Jeśli nie jesteś zapalonym kolarzem i nie chcesz wydać ogromnej ilości pieniędzy na jeden wyjazd, zaopatrz się w ubrania z wyżej wspomnianego sklepu 😉

Podsumowanie

10 dni, 460 kilometrów, 7 dużych miejscowości, zmęczone nogi, niesamowite widoki i doświadczenie życiowe.

 

Jeśli nie masz planów na wakacje, chcesz jechać gdzieś ze znajomymi i przeżyć przygodę, którą zapamiętasz na długo, koniecznie odwiedź Polskę B, a przekonasz się, że wcale nie jest ona taka B, jakby mogło się wydawać 😉

 

Nie jest to wpis sponsorowany. Nikt nie zapłacił mi za jego opublikowanie 😭. 
Wpis pochodzi ze starej wersji mojego bloga.